sobota, 28 marca 2015

Czarny Złodziej z Glen #4 - Powrót [END]

Stałem przed drzwiami domu Telimeny. W końcu zebrałem w sobie odwagę, by zapukać. Otworzyła mi ta kobieta. Miała niedługie, kręcone włosy. Ubrana była w długą, niebiesko-białą suknię. Najprawdopodobniej pracowała.
- Przepraszam, że przeszkadzam. - powiedziałem.
- A może dzień dobry? - powiedziała Telimena z oburzeniem.
- Dzień dobry
- I teraz dopiero możesz przejść do tematu dialogu. Nie nauczyli cię rodzice dobrego wychowania?
- Mama nie żyje. Niech pani się nie martwi, ojciec odwalił kawał dobrej roboty - tym razem ja się zdenerwowałem. Ta kobieta nie ma prawa wtrącać się w moje życie.
- Przykro mi - kobieta zrobiła się czerwona.
- Pani przeprosiny nie przywrócą życia mojej mamy - odburknąłem.
- Po co pan przyszedł?
- Zapewne słyszała pani o Czarnym Złodzieju
- Wszyscy słyszeli - odrzekła opierając się o drzwi.
- Chciałem panią uprzedzić. Myślę, że jego następną ofiarą może być pani.
- Skąd te niemądre domysły?! Poza tym, po rozstaniu z mężem jestem silna i niezależna. Żadnemu złodziejowi nawet przez myśl nie przeszłoby atakować osobę mojego pokroju! A teraz proszę iść, mam ważniejsze sprawy!
I zamknęła mi drzwi przed nosem.
Noc spędziłem śpiąc na polanie, niedaleko od miasteczka. Przez kilka godzin patrzyłem w zagwieżdżone niebo. Jedna iskierka przypominała mi mamę. Miała takie same, jasne włosy. Dopiero po chwili zrozumiałem, że to niezwykła gwiazda, bo spadająca. Leciała w stronę Glen, domu Telimeny.
Uznałem, że to nie może być przypadek. Natychmiast obudziłem konia i czym prędzej pognałem do miasteczka.
Gdy dotarłem do domowstwa krawcowej, drzwi były lekko uchylone. Przekroczyłem próg. Dom był splądrowany, kobieta siedziała w kącie jak mysz pod miotłą. Cicho płakała. Wkraczając w dalsze korytarze domu, usłyszałem trzask drewnianej podłogi, z pokoju, w którym Telimena trzyma tkaniny.
Zajrzałem przez szparę drzwi. Ujrzałem tajemniczego mężczyznę, szperającego w pudle z jedwabnymi tkaninami. Zachowałem zimną krew i nie atakowałem go, gdyż nie miałem pewności, czy złodziej nie jest uzbrojony. Zablokowałem drzwi od zewnątrz i pobiegłem po strażnika oraz lekarza.
Czarnym Złodziejem z Glen okazał się Tytus - nisko zarabiający sprzedawca butów. Kradł, by zapewnić sobie luksusowe życie. W czasie, gdy gliniczanie świętowali zamknięcie złodzieja, podszedłem do Telimeny. Zanim zdążyła coś powiedzieć, rzekłem:
- Nie musi pani dziękować, każdy zrobiłby to na moim miejscu.
- Żegnaj. - powiedziała smutnym głosem.
- Niech pani nie mówi ,,żegnaj''. Jestem pewny, że spotkamy się w innej przygodzie. Mówimy sobie: ,,Do widzenia''.
Telimena uśmiechnęła się lekko.
Powróciłem na Półwysep Smoka, by umrzeć tam, gdzie zaczął się mój żywot i żeby zaopiekować się starym ojcem. Nie wiem jak sobie radził przez te lata.
Dziś, jestem szczęśliwy będąc w mojej rodzinnej wiosce. Patrząc przez okno, ujrzałem znajomego mi staruszka. Uśmiechnął się lekko do mnie. Odwzajemniłem to. Zgasiłem świecę i poszłem spać ciekaw, co wydarzy się następnego dnia.

Czarny Złodziej z Glen #3 - Pierwsze trudności

Podjąłem decyzję i wydaje mi się słuszna. Postanowiłem dorwać Czarnego Złodzieja. Doszedłem do wniosku, że ciągłe walki na arenie byłyby nudne. Ale miałem problem. Skoro nikt nie znał tożsamości Czarnego Złodzieja, jak miałem go złapać?
Postanowiłem zaufać intuicji i pójść na tok myślenia kogo bym okradł, gdybym to ja był złodziejem?
W lokalnych gazet przeczytałem, że pierwszą ofiarą złodzieja była zamożna, starsza dama z rodu Cantenbury. Drugą pokrzywdzoną osobą był niejaki Natius - miejscowy sprzedawca futer. Trzecim okradzionym człowiekiem, o którym jeszcze nie napisali, był tajemniczy wędrowiec, którego spotkałem w drodze do Glen. Szyfr: kobieta, mężczyzna, mężczyzna. Idąc na logikę, następnym celem Czarnego Złodzieja miała być pewna kobieta.
Całe pół roku spędziłem na pytaniu losowych osób o zamożne płci piękne mieszkające w Glen. Było warto, gdyż zdobyłem istotną informację. W miasteczku mieszka jeszcze jedna zamożna kobieta - czyerdziestoletnia Telimena. Jest najsłynniejszą i najlepszą krawcową w Glen. Postanowałem pójść do tej kobiety powiedzieć jej o moich podejrzeniach.

Czarny Złodziej z Glen #2 - W Glen

Gnałem w stronę horyzontu, na którego froncie widniało zachodzące słońce. Byłem w połowie drogi do Glen, gdy nagle ujrzałem zakłopotanego starca z laską. Kazałem Rafałowi się zatrzymać i podszedłem do tajemniczego mężczyzny.
- Nie chcę się wtrącać, ale czy coś się stało? Mógłbym w czymś pomóc? Po panu wyglądzie i zachowaniu wnioskuję, że ma pan problem. - spytałem.
- Chciałbym skłamać, ale mam problem. Złodziej z Glen powrócił i tym razem na mnie wyżył swoje ''chore ambicje'' - odrzekł starzec łapiąc się za kręgosłup.
- Złodziej z Glen? - zapytałem zdumiony.
- Konkretnie to Czarny Złodziej z Glen. Nic o nim nie słyszałeś, chłopcze?
- Nie.
- Czarny Złodziej z Glen. Czarny, bo nikt nie zna jego tożsamości, poza nim samym. Doświadczony w swoim fachu złodziej, grasuje w okolicy Glen od ponad roku. - odpowiedział staruszek.
,,To oczywiste czemu nie wiem. Na Półwysep Smoka nie dochodzą żadne ważne informacje'' pomyślałem.
- Dobrze, dziękuję za informację - odpowiedziałem cicho.
Starzec wyruszył w stronę Półwyspu Smoka. Byłem bardzo zaskoczony. Dosiadłem konia i niespokojnie, z drżącym sercem wznowiłem drogę w stronę Glen.
Nad ranem dotarłem na miejsce. Znacząco rózniło się ono od mojej rodzinnej wioski. Nie było domów z drewna, tylko z kamienia. Dookoła stragany, ludzie. Nawet zwierząt nie było na ulicy. Miałem zaszczyt zobaczyć słynną Arenę Walk, ale tylko z zewnątrz. Wejście tam na widownię było tylko dla wybranych z wypchaną portmonetką.
Słyszałem, rozmowy tamtejszych ludzi. Rozmawiali albo o najbliższych walkach, albo...o złodzieju z Glen. Czarnym Złodzieju. Gdzieniegdzie rosły zielone trawy i piękne kwiaty. Była nawet czysta jak łza i biała jak śnieg fontanna z marmuru, a w niej nieskazitelna tafla wody. Nie to co na Półwyspie Smoka.
Pomyślałem, że skoro mam doświadczyć przygodę życia, najpierw muszę wiedzieć jaką, a patrzeć na Glen, miałem do wyboru dwie opcje: albo walczyćna arenie i być najlepszym zawodnikiem, albo złapać Czarnego Złodzieją. Którą decyzję wybrałem?

Czarny Złodziej z Glen #1 - Półwysep Smoka

- Czy jesteś pewny swej decyzji?
- Byłem, jestem i będę. Tutaj nie ma miejsca dla osób takich jak ja. Wszyscy tu są tacy sami. - stałem z dumnie podniesionym czołem. Moja zbroja lśniła w blasku słońca.
- Na Półwyspie Smoka wszyscy są szczęśliwi. Może to nie jest wioska tętniąca życiem i optymizmem, ale jest. Tutaj znajduje się Twój dom i wydeptane ścieżki. Nie zgadzam się.
- Jestem dorosły, nie potrzebuję niczyjej zgody. - to były ostatnie słowa, jakie usłyszał mój ojciec. Musiał je zapamiętać, bo przez długi czas mnie nie zobaczy.
Zacznijmy od początku - jestem Jaś i moim marzeniem zawsze było poszukiwanie przygód, a na Półwyspie Smoka nie było takiej możliwości. Postanowiłem więc wybrać się do Glen, większego miasteczka.
Tymczasem, wyszłem z domu. Idąc ulicami wioski byłem pewny opuszczenia jej. Biegnące wokół świnie, ponurzy płatnerzy (rzemieślnicy wykonujący zbroje i dodatki do niej, np. przyłbice, rękawice, szyszaki, kolczugi.), identyczne gospodynie. To był monotonny widok widziany przeze mnie od wielu lat. Potrzebowałem czegoś nowego.
Doszedłem do stajni, mój koń Rafał nadal tam był. Miał on mahoniową sierść i bujną grzywę. Nie zastanawiając się, dosiadłem rumaka. Zostawiając wszystkie rzeczy i ojca, opuściłem granice mojej wioski.