- Byłem, jestem i będę. Tutaj nie ma miejsca dla osób takich jak ja. Wszyscy tu są tacy sami. - stałem z dumnie podniesionym czołem. Moja zbroja lśniła w blasku słońca.
- Na Półwyspie Smoka wszyscy są szczęśliwi. Może to nie jest wioska tętniąca życiem i optymizmem, ale jest. Tutaj znajduje się Twój dom i wydeptane ścieżki. Nie zgadzam się.
- Jestem dorosły, nie potrzebuję niczyjej zgody. - to były ostatnie słowa, jakie usłyszał mój ojciec. Musiał je zapamiętać, bo przez długi czas mnie nie zobaczy.
Zacznijmy od początku - jestem Jaś i moim marzeniem zawsze było poszukiwanie przygód, a na Półwyspie Smoka nie było takiej możliwości. Postanowiłem więc wybrać się do Glen, większego miasteczka.
Tymczasem, wyszłem z domu. Idąc ulicami wioski byłem pewny opuszczenia jej. Biegnące wokół świnie, ponurzy płatnerzy (rzemieślnicy wykonujący zbroje i dodatki do niej, np. przyłbice, rękawice, szyszaki, kolczugi.), identyczne gospodynie. To był monotonny widok widziany przeze mnie od wielu lat. Potrzebowałem czegoś nowego.
Doszedłem do stajni, mój koń Rafał nadal tam był. Miał on mahoniową sierść i bujną grzywę. Nie zastanawiając się, dosiadłem rumaka. Zostawiając wszystkie rzeczy i ojca, opuściłem granice mojej wioski.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz